Rozdział VI
I wojna światowa
Wsie jak i miasteczka zaboru rosyjskiego poniosły dotkliwe straty w wyniku wybuchu I wojny światowej. Cofająca się armia rosyjska przymusowo ewakuowała ludność wiejską. wraz z dobytkiem. W przypadku Cieszków i innych wiosek omawianego terenu takie działania nie miały miejsca. Możemy się domyślać, że stało się tak z powodu nagłego i dynamicznego ataku wojsk austriacko-węgierskich i niemieckich. Wszak Cieszkowy były położone w pobliżu strefy granicznej. Wybuch I wojny światowej był dla rodziny Bukowskich zaskoczeniem wszak życie na wsi i folwarku od lat toczyło się utartym, spokojnym torem. Tymczasem w dniu 30 lipca. 1914 r. na podwieczorku zjawili się niespodziewanie “Bukowscy Jankowie z dziećmi i p. Bykowski nauczyciel chłopców, Bukowscy Stefanowie, z Budziszowic Józkowa Dobrzańska ze Stenią i Burzyński, Dobrzański Włodek, Maryla, Fisia Baranowska, Janica Steinbok, - Tańczyliśmy dokazywali jak zwykle w czasie wakacji. – Na wieczór poczta przyniosła wiadomość w gazetach, że Austria wypowiedziała wojnę Serbom – więc przejęło nas to trochę, bo Rosja oświadczyła, że z pomocą Serbom pójdzie”. -wspomina Janina Bukowska. Machina wojenna ruszyła. Na rozkaz mobilizacyjny władz carskich do Kielc musiały zostać odstawione z cieszkowskiego dworu cztery cugowe konie, dwa fornalskie i dwóch ludzi. Karol Bukowski postanowił osobiście doprowadzić swoje konie oraz konie z sąsiednich majątków. 1 sierpnia 1914 roku na wsiach porozlepiano obwieszczenia w dwóch językach (polskim i rosyjskim) ogłaszające w guberni kieleckiej stan wojenny. Zaczęły napływać wiadomości, o postojach kolei, o tym, że poczty nie działają, sklepy są zamykane w obawie przed rabunkiem. Podobne nastroje notuje ks. Józef Rokoszny opisując sytuację z końca lipca 1914 roku w Koprzywnicy, Radomiu i Sandomierzu.. Wśród Rosjan ze straży granicznej zapanowała panika. Wieści zdobywano wychodząc na gościniec i pytając przejeżdżających. Nastrój gorączki wojennej opisuje Janina Bukowska-: “Wychodziliśmy na gościniec pytać ludzi co słychać. Opowiadali, że Prusacy w Zagłębiu krzywdy ludziom nie robią, ale do miasta nie dopuszczają, bo sami wykupują i przejeżdżających rewidują – w miastach brak żywności. – Milicja obywatelska z katolików i żydów złożona – porządek po miastach trzymała dobry i do drożyzny nie dopuszczała. – Rezerwiści zawezwani do Jędrzejowa popowracali, bo nie było komisji, która by ich odebrała, zlękli się pono wejścia nieprzyjaciela i rezerwistom powiedziano: “Ubierajteś damoj k czortu kuda hoczetie!” – Ci co stawali w Kielcach, poszli o ile byli zdatni. W Częstochowie stawali pono tylko ci, co sami chcieli – zresztą tam wejście Prusaków pobór spłoszyło. -–
Różne plotki docierały do dworu, że Austriacy zrywali druty w Kazimierzy Wielkiej, albo że niedługo dojdzie do walnej bitwy wojsk austriackich i rosyjskich w okolicach Brześcia w pobliżu Pińczowa. Mimo niepokojących wieści odbywano rodzinne majówki w lesie w Michałowicach. Podwody do Pińczowa przywiozły świeże gazety oraz list od faktora, że Austriacy zamówili chleb i owies dla wojska. Nadchodziły też rozkazy urzędowe: “We wtorek przed obiadem przyjechał wójt z pismem i poleceniem od sztabu generalnego C. K. By wójtowie oraz obywatele (wymienili dużo nazwisk – między niemi K. Bukowskiego, przygotowali w okolicy 500 sztuk bydła, kilka tysięcy chleba, owsa dla wojska. – Na naszą gminę wypadło 50 krów, więc Karol z wójtem rozdzielił, ile każda wieś ma dać. – Dwory ),1%, a chłopi ci co mają po 3-4 sztuk – po jednej. Podpisany był Emanuel hr. Pusłowski członek gł. Sztabu C. K.”
Nastrój wojenny nie przeszkadzał w świętowaniu tradycyjnych, sąsiedzko-rodzinnych przyjęć. Wspomniana autorka notuje:
“Wieczór spędziliśmy w Budziszowicach na imieninach Włodka, gdzie prócz Rodziny były Probołowice (Fryczowie) – Radziliśmy o obawach i nadziejach obecnej chwili. – Karol zafrasowany poleceniem – wszyscy uważali, że trzeba urządzić zjazd, aby panowie zorganizowali jakiś samorząd – samoobronę.” .
Z polecenia sztabu wojsk austro-węgierskich przybywa do Cieszków Tadeusz Krzyżanowski z poleceniem uspokojenia chłopów, że za krowy dostaną zapłatę po 80 do 100 rubli, ale jeśli będą stawiać opór, to nadejdzie oficer i ośmiu żołnierzy, którzy użyją siły i w dodatku nic nie zapłacą. Jest jawny przykład asekuracji chłopów wobec nowych porządków i władz. Wreszcie nadeszły pierwsze wieści o polskich żołnierzach: “Koło 16-go zaczęły krążyć pogłoski o jakiejś potyczce pod Kielcami, że Strzelcy Polscy zostali pobici przez Kozaków, a że potem Austryjacy przyszli na pomoc i 3 armaty Rosjanom wzięli. Zabłąkana kula zabiła pono siedzącego w cukierni na werandzie u Smolińskiego, Sielskiego – pono i Rudnickiego, a Karszowi (właścicielowi browaru w Kielcach (nałożyli Rosjanie dużą kontrybucję. –
Niepokoiła nas bardzo kwestia tzw. wojska polskiego – na jakich warunkach pójdą Austrii pomagać, czy to pora sposobna, czy` się znów próżno nie zmarnują? Oby nie było jak z Napoleonem.” .
Widać z tego cytatu, że Janina Bukowska, przedstawicielka mieszkańców dworu w Cieszkowach, bardzo dobrze orientowała się w sytuacji militarnej i politycznej, a jej obawy były wówczas jak najbardziej uzasadnione.
Jednak nie wszyscy Polacy, w tym także chłopi z Kongresówki, podzielali niepodległościowy entuzjazm legionistów Piłsudskiego. Wielu przyzwyczaiło się do rządów carskich, a Rosjan uważali za “swoich”. Janina Bukowska zapisała: “15. VIII !914r. byliśmy na obiedzie u Janków w Michałowicach i tam przysłał po Janka i Włodzia Morawskiego z Miławczyc, że ma nowiny. Między innymi mówił Strzelcy polscy przechodzili przez Miechów wraz z Austryjakami, że w tym mieście Daszyński organizował rząd narodowy, ale Austryjacy go wyrugowali i swojego C. K. Urzędnika obsadzili. Rosjan wyparto z terenu powiatu pińczowskiego, na ich miejsce przybyli Austriacy. “ (...)W Miechowskiem pono chłopi z entuzjazmem przyjmowali Austriaków i dużo ich do Strzelców się przyłączyło. U nas chłopi z obawą i lękiem, co to z tego będzie, na wojsko patrzą, wielu jest co życzą by się “naszym” tj. Rosjanom powodziło. Opowiadano też z początku wojny, że był pono ukaz od cara obiecujący autonomię itp. Rzeczy, ale ten nigdzie nie doszedł. Nawet chłopi coś o tem słyszeli”.
Powiat pińczowski znalazł się bezpośrednio na zapleczu linii frontu, który ustalił się na linii rzeki Nidy. Pojawiały się więc w okolicy patrole. Przez okoliczne wsie przechodziły wojska: “Masę wojsk przechodziło przez Dębiany Stradowskie. Jankowie ciągle tam chodzili temu się przyglądać. Burzyński spotkał przypadkowo swego kolegę, który był przy szpitalu polowym”.
Również Austriacy potrzebujący rekruta obiecywali Polakom wolność. Władze C.K nie ustawały w akcji propagandowej:
. “Zaraz po wejściu do Królestwa Austriacy porozlepiali odezwy Do Narodu Polskiego, że przychodzą wyzwolić Polaków z jarzma Moskiewskiego. Powołują się na dawną łączność Polski z Austrią, obronę Wiednia przez Sobieskiego, obiecują różne dobrodziejstwa rządu, proszą o pomoc w wojnie, którą wspólnie z Prusakami prowadzą”.
Na wieść, że w Miechowie znajduje się :Komitet Narodowy Bykowski (nauczyciel z Michałowic) i Burzyński, decydują się tam jechać po instrukcje. Janina Bukowska nadal z ciekawością ogląda przemarsz wojska: “jeździłam z dziećmi (Hela, Tadek, Jacek) na gościniec pod Dębiany Stradowskie, by widzieć wojsko – szły fury powożone przeważnie przez górali, którzy przed nami zdejmowali kapelusze, Boga pochwalili! Jeden z żołnierzy odezwał się – “Chodźcie panienki z nami, bić Moskala!”. Udawszy się do Kazimierzy z kondolencjami po śmierci Jana Dąmbskiego dowiaduje się o nastrojach w Warszawie: “Warszawa oburzona na Prusaków, którzy pono nieludzko z Polakami się obchodzą. Warszawa trzyma stronę Rosji – byle Niemców zgnębić i wierzą bardziej manifestowi podpisanemu przez Mikołaja Mikołajewicza, niż austryajckiemu (...)”.
Wreszcie do Cieszków przybywają pierwsi polscy żołnierze :
“Rano tejże niedzieli o 8-ej zajechało 2 Sokołów, w mundurach polskich – wrażenie duże i radość zrobili na nas jako żołnierze polscy. Prosili o konia, ale, że Karol nie miał odpowiedniego, więc dał 50 Rb. – Był to młody Konarski z Bejsc z kolegą. – Chłopaki pełne zapału, promieniejące. – Nie chcieli nawet wejść do mieszkania, tak się spieszyli, bo mieli parę miejsc do wstępu, a w południe stawić się w Chrobrzu.”
Nadal istniała obawa, że Rosjanie powrócą. Kiedy “w Pińczowie C. K. Komisarz wyraził życzenie, by ziemianie zjechali się z nim naradzić (...). Pojechał więc Karol razem z Włodkiem Dobrzańskim i Jankiem z pewną obawą, aby to razie powrotu Rosjan nie kompromitowało”.
W Pińczowie odbyło się spotkanie w restauracji. Komisarz “mówił i pytał o bezpieczeństwie, dał wójtom władzę karania mniejszych przestępstw (...). Jednego wójta, co się opierał, Komisarz zawołał i medal mu zabrał, złożył go z urzędu. Potem poszli wszyscy do Komisarza Wojsk Narodowych Boguszewskiego, który objaśnił, że Franciszek Józef obiecuje niepodległość Polski, że trzeba się opodatkować, dary w naturze dla wojska polskiego dawać. Człowiek o silnej woli i wpływ wywierający, wzbudził zapał dla sprawy.
Po ulicach ćwiczą się ochotnicy w różnych kubrakach – chłopi też z paru gmin idą, pono 200 z gminy Kliszów.
Szyldy rosyjskie, napisy pozrywane lub zamazane (były w 2 językach) polskie tylko zostawiono. (...) Ks. Piasecki (dziekan z Pińczowa) doradzał, żeby i od księży czego wymagać”.
Panie też nie zamierzały być bezczynne wobec takiego wzrostu uczuć patriotycznych w społeczeństwie. Z inicjatywy Zofii Bukowskiej następuje spotkanie ziemianek we dworze w Probołowicach. Uczestniczyły w nim wspomniana Zofia i Janina Bukowskie, Maryla Dobrzańska, żona Stefana Bukowskiego Molly. i gospodyni Fryczowa. Plan zebrania dotyczył powołania Ligi Kobiet pomocy wojennej. Janina następnie pojechała do Kazimierzy Wielkiej celem uzyskania pomocy od dyrektora cukrowni ”Łubna” Boguckiego o wynajęcie altany na zebranie ziemianek z całego powiatu. Dyrektor udzielił pomocy ale ocena ziemian kazimierskich przez Janininę Bukowska nie jest zbyt pochlebna:„Nastrój w Kazimierzy Wielkiej i Odonowie (Postawkowie), gdzie na chwilę wstąpiłam, przygnębiający. Wolą Rosję niż Prusaków, którym legiony polskie pomagają. (...) Jednak uważają, że trzeba szlachetnym zapaleńcom pomóc, by chłodu i głodu nie zaznali i już tam składki zbierano i jedna z pań po płótno do Krakowa pojechała. Nie zabrakło właściwej, krytycznej oceny typowego ”polskiego piekła”. Autorka ze swadą piętnuje brak patriotyzmu i warcholstwo części środowiska ziemiańskiego:„2 września 1914 r. odbyło się zebranie w Kazimierzy. Organizatorki obawiały się, że wiele pań nie przyjdzie “rozgłosu i kompromitacji, gdyby Rosjanie wrócili”. Wbrew obawom sala była pełna. Jednak nazajutrz w Pińczowie “Niemirycz przedstawiał obywatelom, że Strzelcy nie słuchają wskazań N.K.N. (Naczelny Komitet Narodowy) w Krakowie, idą na własną rękę – znów Gaszyński nazwał ten komitet, w którym Dobrzański wszystko opracował, samozwańczym, zrzucono ten komitet i na przyszły czwartek ma być ogólne obywatelskie zebranie, by nowy Komitet wybrać. Aż pasja bierze na takie wichrzenie, a tym czasem Strzelcy, którzy życie swe dla Kraju poświęcają są głodni – bo znów zejdzie ze 2 tygodnie nim co postanowią.”
Tymczasem najnowsze wiadomości uzyskuje się już nie z plotek i pogłosek ale z wychodzącego w Kielcach Dziennika Urzędowego Komisariatu Wojsk Polskich w Kielcach, -“dostaje się do nas co tydzień przez Bykowskiego i Burzyńskiego, którzy po 5 kopiejek sprzedają.
Zdarzają się już pierwsze konflikty:
“Oburzają w ogóle gadania, na nietakt niektórych Strzelców, którzy bez pytania gdzieś konie wzięli. – Ludzie krytykują, żałują grosza, boją się o swoje bezpieczeństwo, wobec tych, którzy swoje życie ofiarowują.”
Nadszedł niespokojny okres, kiedy w okolicy pojawiały się patrole rosyjskie, przyjaźnie witane przez chłopów. Podaję teraz charakterystyczny fragment pamiętnika Janiny Bukowskiej dotyczący tego okresu: “D. 10. IX. 1914 r. Przyjechał Burzyński z Pińczowa z wiadomością, że kozacy pokazali się w Stopnickiem i Komisariaty z Pińczowa uciekają. On się pożegnał i nazajutrz wyjechał do Miechowa, następnego dnia też Bykowski połączył się w Działoszycach z Boguszewskim i uciekającymi Strzelcami. – Przygnębiło nas to wszystko bardzo. – d. 13. IX. 1914 r. w niedzielę byli w nas Jankowie z Janicą Szt. Ale było nam b. smutno, stan polityczny wobec powrotu Moskali wydawał się beznadziejny. – W poniedziałek we wsi u nas był patrol rosyjski z radością przez włościan witany. –
D. 17.-go przyszła wiadomość, że w Miechowie są Austriacy. Tegoż dnia wysłaliśmy konie (+ - 80 kilom. ) po Baranowskie (Matka z 3 córkami) do Kielc. – Przyjechały opowiadając, że w Busku pełno kozaków, ale zachowują się przyzwoicie. – Były przedtem gadania, że wojska rosyjskie mają nakaz grzecznego obchodzenia się z ludnością za wyjątkiem Kieleckiej guberni, która sprzyja Strzelcom. – Na wieczór przyjechali Dobrzańscy z Budziszowic i Jankowie z Michałowic, aby powitać Baranowskie. Józka opowiadała Wypadki Kieleckie. – Na wsi wszczął się popłoch, bo z innych wsi ludzie z końmi uciekali (Strzelcy koło Ksan zajęli chłopów do robót ziemnych). – Karol naszych uspokoił. – Kończyliśmy kolację, gdy służba kuchenna wpadła przerażona, że na podwórzu wojsko ruskie. – Rzeczywiście cała rota dragonów ros. przybyła na nocleg. – Poprosiliśmy oficerów na kolację. Był rotmistrz Kisiel i 2 innych. Przyzwoicie się zachowywali, za owies i siano, choć niewiele, ale zapłacili. – Rano przeczekawszy deszcz – pojechali. – (T. B. – Do pamiętnika Matki pozwolę sobie dodać, że ten rotmistrz Kisiel – po odejściu młodszych oficerów – prosił o pozwolenie grania na fortepianie. – Zaczął od walczyków rosyjskich i wiedeńskich, a skończył a polskich pieśniach patriotycznych jak: “Stoi ułan na widecie... Hej strzelcy wraz... Z dymem pożarów... Nie dbam jaka spadnie kara... Boże coś Polskę i Jeszcze Polska nie zginęła... – “Bo ja mam tylko mundur carski na sobie, ale jestem Polak, syn zesłańca – Sybiraka” Była to niezwykle wzruszająca scena – widzę ją dziś jeszcze z całą dokładnością: Fortepian stał w przeciwnym rogu, obok drzwi do pokoju “ogrodowego”. Asystowaliśmy mu obaj z Ojcem, a On grał i grał do świtu.-).
Był to okres chaosu, zwany przez ówczesnych ”kontredansem wojennym” kiedy to-notuje Janina Bukowska- “Masłowiczowa żaliła się na Strzelców, którzy na przemiany z kozakami u Niej kwaterują i na polach strzelają. –Mówiono też, że Strzelcy są w Wiślicy, a Austryjacy przeprawili się do Nowego Korczyna. – Tej nocy co u nas Kisiel nocował, spodziewał się napadu Austriaków i radził nam, aby w razie strzałów, abyśmy się w śpichrzu pochowali. -
Tymczasem rozpoczęły się walki frontowe. Janina Bukowska mimo zawieruchy wojennej nie przestaje notować: “Dnia 23.IX1914 r. Od rana słychać było strzały armatnie, zdawało się, że z N. Korczyna widać było 2 łuny, to Szczytniki i Ksany się paliły, a koło południa spaliły się Czarkowy. Z gościńca patrzyliśmy na ogień i słyszeliśmy armaty. – Wieczorem spoglądaliśmy jeszcze na łunę. (z Cieszków był widok na całą okolicę) i słyszeliśmy armaty. – Koło północy znów nas dragoni ros. zbudzili, umieszczanie koni, częstowanie oficerów, był Kryłow, Piczugin i Wychodcew, - Następny cały dzień siedzieli. Przyszli tu z pod Czarków, mówili, że tam strzelcy odeszli. – Obiecywali za tydzień być w Krakowie i iść dalej na Wiedeń i Berlin. – Na wieczór Piczugin dał puszki z parówkami, rybkami i ser duży moskiewski i kiełbasę i wyjeżdżając b. za gościnę dziękowali. – Opowiadali, że w Probołowicach 10 tysięcy wojska stoi.
Dnia 25. IX. 1914 r. w południe usłyszeliśmy strzały karabinowe gdzieś za ogrodem. Rano Janek przyjechał na linijce i mówił, że w Działoszycach są Prusacy. – Za chwilę powiadają nam, że wojsko ros. Obtacza cały dwór, panowie widzieli z pod stodoły 24 żołnierzy szarych, strzelających ku drodze probołowickiej. – Spodziewając się strzelaniny, zebraliśmy pościel – ciepłe rzeczy i żywność i skryliśmy się do spichlerza (murowany zbór Ariański) a służba do piwnic. – Gromada żołnierzy-piechoty wpadła do mieszkania – pootwierali wszystkie, szafy, oblecieli, do spichrza z rewolwerami zajrzeli, ale my “proszę szukać”, więc się cofnęli.
Za chwilę ktoś woła: “gumno się pali!” Myśleli, ze strzały były ze stodoły, obtoczyli i podpalili, choć karbowy chciał wrota otwierać. (...) Ognie tamować nikt nie myślał, wszyscy byli przerażeni i ludzie mówili, że Moskale bronią ratować. Dopiero Stefan własną siłą wyważył wrota, po których ogień doszedłby do drugiej stodoły i wraz z Józką Baranowską i Mollką wozy powyciągał. (...)Pod wieczór patrole goniły się i strzelały na gościńcu. – Gdy się ściemniło Moskale uciekli ku Probołowicom z armatami i wozami. – każdy pytał o ogień “Kto eto zażogł, awstrilcy? Na to Stefanowie z Józką odpowiadali “nie, ruska piechota”, na to odpowiadali, że to źle zrobili, a inni że dobrze bo “pomieszczykow” tylko powywieszać. – Też zapytywali “kto zapalił, nasi ili wasi?”. Całą noc jechali również przez wieś i gościńcem, słychać było krzyki, podobno z pod Sierosławic, a pytali o Pińczów. – Następnych dni przejeżdżaly patrole ros. – W niedzielę spokój – przyjechali wszyscy z Budziszowic przed sumą, uspokajali, pocieszali Karola, który ciągle płakał i głowę tracił. – Tę noc co się paliło spędziliśmy w spichrzu trochę drzemiąc, moskale wpadli do stajni i znowu zabrali 2 dobre konie z chomątami bez żadnego kwitu.
W poniedziałek od rana w całej okolicy strzelanina, więc znów uciekaliśmy do spichrza. Przejeżdżały patrole ułanów austriackich, nawet jeden się zatrzymał” .
Tutaj urywają się zapiski, wznowione w 1918 r. We wrześniu 1914 r. w Cieszkowach kwaterowali Austriacy: 2 pułk ułanów. “potem co dzień kto inny zajeżdżał – Karol umieszczał konie, otwierał żołnierzom stajnie, stodołę, bo zaraz sami kłódki odrywali” Wojna przynosiła nowe znajomości, nowe wrażenia, znajomość świata: “Konie, powozy, mundury aż się mieniły od elegancji. – Zajęli cały dom, a nas wraz z Baranowskmi wpakowali do jednego sypialnego pokoju. – ci wyjechali, przybył znów generał austriacki Lieb, b. miły i dobry – nastawili obiad, prosili w wannę i pościel dla generała, ale słychać było strzały od lasu Chroberskiego. Nagle wyjechali nas o najkrótsza drogę do Skalbmierza pytając. – nazajutrz już byli kozacy, którzy zawsze z obawą byli witani. – moskale jednak przyzwoicie się zachowywali. – gonili austriaków na głodno, prosili w kuchni o chleb, ale mówiliśmy, czy chleby nie ma, bo stodoła spalona, więc gotowało się ziemniaki cały dzień, oblewało kwaśnym mlekiem i posilali się tam biedaki dziękując za pożywienie.
Wkrótce ustaliła się linia frontu.:
“Moskale w grudniu podeszli pod Proszowice, Bukowscy z Mąkocic byli na linii boju, więc całą rodziną schronili się w Michałowic. Rosjanie wkrótce zostali odepchnięci za Nidę i tam się okopali, a z tej strony rzeki Austriacy (...). Linia okopów ciągnęła się aż po Dęblin i dalej, na południe ku Karpatom. I tak całą zimę te wojska stały – kwaterowali po dworach i wioskach – co trzy dni na zmianę do okopów jeździli skąd niewielkie wypady robili – o ile przyprowadzili wolnego konia – wiedzieliśmy, że ktoś zginął (...) Dopiero w maju odepchnięto Rosjan dalej, tak, że już od grudnia nie widzieliśmy ich wcale. (...) Strzelcy Legioniści pod wodzą Piłsudskiego walczyli też w naszej okolicy w okopach kręcili się i przesiadywali (pare dni był u nas Stefan Starzyński , późniejszy prezydent Warszawy).-(w Michałowicach Legioniści mieli pomoc i opiekę. W roku 1918 roku doczekaliśmy się rozbrojenia Austriaków i niepodległości Polski.”
Bukowscy nie pozostawali obojętni na patriotyczne zryw legionowy Józefa Piłsudskiego. Zofia Bukowska organizowała na terenie Polską Organizację Wojskową powiatu i nawet wyjeżdżała do Krakowa aby kontaktować się z Piłsudskim. Wspomina na ten temat jej siostra Janina.. Postawy patriotyczne kształtował także skauting. W Michałowicach w latach 1913-1915 zastępowym w Pierwszej Michałowickiej Drużynie I Okręgu Młodzieży Skautowej Zagłębia był Jerzy Bukowski najstarszy syn właściciela majątku.
Wojna przyniosła spore spustoszenie substancji majątkowej rodziny Bukowskich. Kozacy spalili w Cieszkowach stodołę pełną pszenicy, jęczmienia i koniczyny nasiennej. W okolicy spłonęły również: dwór w Czarkowach, zabudowania w Szczytnikach i Ksanach, ponieważ znajdowały się na wzniesieniach, przez co zostały uznane za “obiekty strategiczne”. Wojna przyniosła dla Bukowskich inne plagi: rekwizycje całego inwentarza żywego oraz kwaterowanie we dworze oddziałów austriackich (głownie węgierskich), spowodowały poważne obciążenie finansowe, rzutujące na poziom finansowy majątku przez długie lata.
W czasie wojny rozkwitły w ziemiaństwie uczucia patriotyczne. Wprawdzie nie wiedziano, co wyniknie z działalności Legionów Józefa Piłsudskiego, jednak chętnie popierano ideę utworzenie wojska polskiego. Organizowano patriotyczne zebrania i składki na cele pomocy wojskowej dla zalążków polskiego wojska.
W ramach działalności patriotycznej organizowano w Cieszkowach w latach 1915-18 szkołę a w niej uroczystości patriotyczne z okazji 3-go Maja. Popierano także skauting. W Cieszkowach, w latach 1916-1917 w lecie przyjmowano “Kolonie sakutingowe” drużyn żeńskich z Zagłębia. Podobne męskie umieszczano w Michałowicach, w majątku Jana Bukowskiego. Należy stwierdzić z żalem. że ta część patriotycznej postawy ziemiaństwa uległa gruntownemu zapomnieniu.