Rozdział IV
Oświata – Kultura - Religia
W środowisku ziemian panował szacunek wobec ludzi wykształconych. Starano się w miarę możliwości zapewnić dzieciom odpowiedni dla ich pozycji społecznej poziom wykształcenia. Pierwsze nauki dzieci pobierały zazwyczaj w domu. Tak było w XIX wieku i taki zwyczaj przetrwał w domach ziemiańskich do 1939 roku. Nauczyciel domowy musiał posiadać oprócz wysokich kwalifikacji nauczycielskich, charakteryzować się odpowiednią postawą moralną i polityczną. Nie do pomyślenia były jakieś społeczno-polityczne ”nowiniki” w kwestii wychowania i nauczania dzieci. Tu na tym polu tradycjonalizm i konserwatyzm ziemiaństwa był w pełni widoczny. Opinie o wychowawcach i nauczycielach przekazywano sobie listownie. Trzeba jednak powiedzieć, że istniały spore różnice w kształceniu dzieci spowodowane rozwarstwieniem ekonomicznym ziemian. Ale pewne kwestie w domach ziemiańskich ,w ich etosie były niezmienne. Mianowicie niezależnie od sytuacji ekonomicznej danego domu starano się zaszczepić dzieciom chęć do muzyki, kupując nawet na spółkę z sąsiadem fortepian ,czy też przykładano dużą rolę do nauki języka obcego. Następny etap nauki dzieci ziemiańskich z Ponidzia to w końcu XIX stulecia to najczęściej progimnazjum w Pińczowie, a następnie gimnazjum w Kielcach. Należy przyznać, że otrzymana przez Kielce w 1816 roku godność stolicy województwa krakowskiego zmieniła w zasadniczy sposób kwestie rozwoju oświaty i szeroko rozumianej kultury w tym mieście. ”Z urzędu” zaczęła funkcjonować tu w latach 1816-1915 męska szkoła średnia(z przerwą na lata 1840-1844),ale okres między
powstaniowy charakteryzował się na ziemiach Królestwa Polskiego niebywałym nasileniem rusyfikacyjnym, będącym formą represji za wybuch powstania listopadowego. Zgodnie z ustawą o szkolnictwie z 1833 roku na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego istniały dwa typy szkół: wyższe 8-klasowe gimnazja, w których edukacja kończyła się maturą i niższe 4-klasowe szkoły obwodowe. W ramach represji popowstaniowych odebrano Kielcom w 1840 roku szkołę gimnazjalną. Fakt, ów wykorzystał prywatny przedsiębiorca Fryderyk de Lippa i założył rok później w Kielcach prywatna szkołę dla chłopców. Istniała w tym czasie szkoła
[powiatowa (rządowa) w Pińczowie. Niektórzy Kielczanie postanowili wykorzystując swe koneksje u władz carskich przenieść ją do Kielc. Motywowano to pogodą malaryczną związaną z wylewami Nidy i powstawaniem siedlisk komarów, faktem, że Żydzi którzy w poważnym stopniu zamieszkiwali to miasteczko zawyżają koszty tamtejszego pobytu. Argumentem, który niewątpliwie odniósł efekt była informacja, że z powodu braku odpowiedniej szkoły w Kielcach szlachta z południowych części guberni zaczyna posyłać swe dzieci do Krakowa. Tam na terenie Rzeczpospolitej Krakowskiej spotykają się zaś z ideami i prądami niechętnymi władzy carskiej. Dopiero ten argument przyniósł zmianę nastawienia władz i tak narodziła się w Kielcach Wyższa Szkoła Realna. Tej to szkoły ewentualnie późniejszego gimnazjum klasycznego męskiego wnioskując z zapisków był uczniem Emil Bukowski w którego wspomnieniach czytamy: “W szkołach był wtedy język polski – a Wielopolski Aleksander był wtedy naczelnikiem rządu. Stałem na stancji u prof. Borzęckiego – a panna Leontyna córka (jego) bardzo mi się podobała, ale miała ze 30 lat. (...) Profesorów mieliśmy bardzo godnych kilku – rektor Formiński , ks. Prefekt Brudzyński. Plewiński – poczciwości – dawał fizyki i chemii (...) Było i kilku gorszych, ale nie prześladowali uczniów, a miejsc w szkołach było tyle, że każden co chciał się uczyć był przyjęty. ”
Po upadku powstania styczniowego koło 1870 “W szkołach i szkółkach nie uczą polskiego. Jest wprawdzie godzina ale to dobrowolna. Przeciążenie młodzieży okropne. Terroryzm zwierzchności szkolnej okropny. W tym młodym pokoleniu chcą wyrobić zupełne zaparcie się swojego osobistego ja. Np. jest w Kielcach ksiądz prefekt Czerwiński , który jest niecierpiany od uczni za jego niesprawiedliwe i nieludzkie obchodzenie się.” .
Natomiast dziewczęta z południowych kresów guberni kieleckiej wysyłano często do krakowskiej szkoły prowadzonej prze urszulanki, ale nie tylko. Zaczynają już powstawać prywatne pensje dla dziewcząt Ciekawy opis stosunków panujących na takiej pensji przekazuje Janina Bukowska: Gdy miałam 14 lat (...) oddano mnie na pensję do p. Żelaszkiewicz do Krakowa (...). Na pensji miałyśmy wykłady p. Żukowskiego i M. Dubieckiego , który za udział w rządzie Narodowym przy Trauguttcie po powstaniu długo był na Syberii – uczył historii i geografii. F. Konieczny historii i sztuki. Religii ks. Ślepicki. Historii i sztuki o zabytkach Krakowa i innych uczyłyśmy się z notatek litografowanych, ale ani razu nas nie zaprowadzono, aby te rzeczy zobaczyć w naturze.
Panie przełożone tak się obawiały dla nas warunków niehigienicznych, zaziębienia dla nas, że 2 razy dnia chodziłyśmy na spacery tylko na Planty i w niedzielę na mszę św. Do Kapucynów. Krakowa nie znałyśmy wcale – dopiero z Matką zwiedzałyśmy ważne zabytki.
Mundurki miałyśmy popielate (dowolny odcień). Na to w szkole, na całe sukienki, czarne fartuchy (wyglądałyśmy jak w sutannach). Na ulicę brązowe kapelusze i koniecznie w zimie długie płaszcze. W zimie obowiązkowe głowy obwiązane czarnymi wełnianymi chustkami, na nogi kamasze (getry i kalosze). Kamaschen, Kaloschen und Tüchar!!) upomina dyżurna Niemka przy ubieraniu. – Często na plantach mijałyśmy pensjonat Urszulanek, jednakowo, tym samym gatunkiem i krojem ubranych na granatowo eleganckich dziewcząt. W naszym pensjonacie nie było ani jednego lustra, niektóre dziewczynki miały w swoich szafkach lusterka, w których po kryjomu się przeglądały, - Zamiłowanie do strojów i zewnętrznego wyglądu, uważane było za wadę, tylko wartości umysłowe, duchowe były cenione.”
Szkolnictwo, Książki, Czasopisma
Ziemiaństwo wniosło istotny wkład w ograniczenie analfabetyzmu na wsi i w rozwój szkolnictwa nie tylko elementarnego. Praca ziemian i drobnej szlachty w kwestii podnoszenia oświaty wśród ludu wiejskiego sięga czasów zaborów. Oczywiście nie można tych działań uznawać za masowe ale stopniowo oświecona część stanu ziemiańskiego zdawała sobie sprawę narastania rewolucyjnej sytuacji na wsi, a oświata miała być metodą na zbliżenie wsi i dworu. Badania historyków kieleckich niestety nie potwierdzają zbyt wielkiej ofiarności tutejszego ziemiaństwa w kwestii budownictwa szkolnego w pierwszej połowie XIX wieku. Pozytywne przykłady wiążą się z nazwiskami I. Lubomirskiej, A. Sapieżyny, J.O. Szanieckiego, W. Zwierkowskiego czy A. Deskura, ale brakło w tym zacnym towarzystwie kogoś z rodziny Wielopolskich, rodziny, której wpływy ekonomiczne i polityczne kształtowały mentalny obraz szlachty kieleckiej przez cały XIX wiek. Ziemianie w wielu wypadkach ponosili niemały wkład finansowy w budowę lokali szkolnych, pomagali administracyjnie załatwiać zatrudnianie nauczycieli i uzyskiwać zgodę na prowadzenie działalności oświatowo-kulturalnej. Tadeusz Bukowski opisując powstanie szkoły w Cieszkowach notuje: ”Ówczesny właściciel Cieszków Kazimierz Frycz, powstaniec 1863 roku, ojciec artysty Karola Frycza ,a brat Stefana, właściciela majątku Probołowice, w akcie notarialnym, wydzielił z majątki dwie morgi pięknej ziemi, tuż za wsią, na zachód od drogi dojazdowej z gościńca”. W akcie tym zaznaczono, że użytkownikiem tej żyznej parceli będzie zawsze nauczyciel uczący dzieci z Cieszków. Natomiast ciekawą formą zakupu książek i czasopism była wśród ziemian na Ponidziu tzw. Ruchoma biblioteka. Dwanaście dworów wpłacało wartość zestawu trzech książek (6 rubli) i przechodziły one co miesiąc do innego dworu. Każdy z dwunastu grudniowe tomy dostawał na własność i płacił prenumeratę na rok następny. Zestawy zamawiano w Krakowie u Gebethnera i Wolffa. Organizatorem tej oryginalnej formy czytelnictwa był Władysław Ślaski z Ciuślic. Zamawiano dzieła z zakresu rolnictwa (Rozlera Uprawa pszenicy), ale także Szekspira, Rodziewiczówną. Czytano także dzieła poważne, naukowe - Ruch społeczny XIX w. Limanowskiego, Stosunek wiary do rozumu Drappera oraz książki historyczne.
Czasopisma prenumerowano na dwa dwory: Cieszkowy i Budziszowice. Emil Bukowski wymienia następujące tytuły: Tygodnik Ilustrowany , Świat , Kraj i Przegląd Tygodniowy .W różnych okresach ilość tytułów się zmieniała. Przeczytane czasopisma i gazety wędrowały często na wieś, prosili o nie sami chłopi, zwłaszcza w okresach napięć międzynarodowych.
W późniejszych latach dwór prenumerował Wiadomości Literackie , Ilustrowany Kurier Codzienny , Czas . Roczniki czasopism dawano do oprawy.
Czasopisma czytywano także ze względów praktycznych. Na przykład Wanda Bukowska w okresie ciąży zaprenumerowała pismo “Moda i dziecko”, które podawało porady praktyczne dotyczące karmienia, ubierania i wychowywania dzieci.
Więź ziemian z kościołem katolickim była w dużym stopniu wyznacznikiem społeczno-politycznym tej warstwy. Ideologia konserwatyzmu społecznego, która była integralnie związana z tożsamością ideową ziemian sprawiała, że starali się oni utrzymywać jak najlepsze stosunki z Kościołem. Partie konserwatywne, które wyrażały polityczne i gospodarcze interesy ziemiaństwa miały w swoich programach cechy w których widoczny był nacisk na hasła świadczące o przywiązaniu ich członków do własności prywatnej, religii, tradycjonalizmu, solidaryzmu klasowego, okcydentalizmu, nienaruszalności własności prywatnej, walki z demagogią i nacjonalizmem oraz niezmiennością w stosunkach społecznych.
Na gruncie lokalnym ziemianie starali się uczestniczyć we wszystkich parafialnych świętach i uroczystościach. W prezbiterium kościołów rzymsko-akatolickich, po obu stronach ołtarza stały tzw. ławki kolatorskie dla dziedziców natomiast dla ich dzieci-podczas nabożeństw- z przodu ustawiano specjalną ławeczkę. Do kościoła jechano końmi, bowiem nie wypadało, aby dziedzic szedł do świątyni pieszo, nawet jeśli droga była niedaleka. Do kościoła ziemianin z rodziną wchodził z zakrystii-podobnie jak proboszcz. Ołtarz z ławkami kolatorskimi oddzielała od reszty kościoła drewniana balustrada. W dworze w Cieszkowach w okresie międzywojennym istniały szczególne zwyczaje, które corocznie kultywowano podczas najważniejszych świąt kościelnych.
W Wielką Sobotę rozkładano na gazonie przed dworem potrawy przyniesione przez ludzi ze wsi i z czworaków. Na stole we dworze ustawiano potrawy i wypieki dworskie. Do święcenia przywożono księdza z parafii. Proboszcz był też zapraszany w pierwszy dzień świąt Wielkanocy po sumie do dworu na “święcone”.
Do I Komunii Świętej dzieci dworskie szły razem z dziećmi wiejskim.
Podczas uroczystej procesji Bożego Ciała dziedzice z okolicznych majątków podtrzymywali za łokcie księdza niosącego monstrancję. Było to wyróżnienie, a także konieczność, bo często zabytkowe monstrancje były bardzo ciężkie. Na tych procesjach ludność wiejska występowała w strojach regionalnych, co było oznaką patriotyzmu i poczucia godności. Tak opisuje procesję Zofia z Ryszkiewiczów Bukowska:
“Na procesjach przestrzegany był porządek, że najprzód szły panny z feretronami itp. Dalej dzieci z kwiatkami, a za księdzem “państwo” ze swemi dziećmi, którym wszyscy swobodne miejsce zostawiali. (...) – Na zakończenie oktawy Bożego Ciała, kobiety przynosiły wianuszki do poświęcenia. Zasadnicze zioła w tych wianuszkach, to był “rozchodnik”, karłowa koniczynka i macierzanka” – Dwór w Probołowicach robił 4 maleńkie wianki i do każdego przywiązana jedna z 4 ewangelii, czytanych na procesji Bożego Ciała.. Ewangelie wypisano na paseczkach i zwinięte w ruloniki. Takie 4 maleńkie wianuszki były zaczepione na monstrancji. Nie pamiętam, czy wisiały przez cały tydzień, czy dopiero w “Oktawę” zawieszane. Ja tylko jeden raz takie wianuszki zrobiłam. Potem zakopywało się na granicach majątku i to strzegło od gradu i innych polowych nieszczęść. – W innych sąsiednich parafiach tego nie widziałam.” .
Wielkim wydarzeniem w parafii był przyjazd biskupa Tomasza Kulińskiego w 1888 roku. Emil Bukowski wspomina, że pojechał po niego cztero-konnym powozem do sąsiedniej parafii w Czarnocinie. Ludność stawiała mu bramy tryumfalne, a w uroczystym, wystawnym obiedzie w Miławczycach(u Trzebińskich-KN) uczestniczyli proboszczowie sąsiednich parafii oraz właściciele okolicznych majątków.
Ziemianie zdawali sobie sprawę z opiniotwórczej roli księdza. Emil Bukowski pisał:” Wpływ duchowieństwa na lud jest ogromny i tylko aby byli księża porządni to lud mogą poprowadzić gdzie chcą. Ksiądz z porządniejszej rodziny żyje z dworem i jest harmonia z prostszego stanu zawsze mu brak w życiu prywatnym tego pierwotnego domowego wykształcenia a na świecie szkoła w życiu życia to i umiejętność od której znoszenie się wzajemne nawet w drażliwych kwestyach dużo zależy” . Stosunki między właścicielami a proboszczami zazwyczaj dobrze się układały, choć bywały też zatargi, kiedy ksiądz “buntował chłopów” lub odnosił się niegrzecznie do właścicieli. Rodzina Bukowskich przeżywała taki zatarg z księdzem ze Stradowa. Po jakimś czasie ksiądz ten został z parafii odwołany. “Mamy tu spór z naszym księdzem Stefańskim ze Stradowa dokucza nam ciągle – bije chłopów – słowem stał się niemożebnym. Za spowiedź żąda płacy. Skarżyliśmy go do biskupa, ma być śledztwo. Jest to arcy-nieprzyjemna rzecz – ale co robić. Kiedy wytrzymać nie można. Sieje niezgodę między dworem a włościanami w zwyczajnych sądach grubo by odpowiadał.” .Konflikt ów z ks. Bartłomiejem Stefańskim miał typowe, prozaiczne przyczyny. Kwestie materialne były praprzyczyna tego typu konfiktów. Ksiądz ów został odwołany a na jego miejsce przybył nowy proboszcz Józef Sikorski.
Był to jedyny zatarg z księdzem w rodzinie Bukowskich. W późniejszych latach stosunki między dworem a plebanią układały się poprawnie. Jedynie Tadeusz Bukowski narzekał, że w czasie jego ślubu- w kościele w Probołowicach- ksiądz zapalił zbyt małą liczbę świec.
Można zgodzić się stwierdzeniem Mieczysława B. Markowskiego, iż stosunki ziemian z kościołem w dwudziestoleciu międzywojennym były przyjazne i serdeczne .Świadczą o tym rekolekcje organizowane we dworach, a także pielgrzymki całej klasy ziemiańskiej organizowane na Jasną Górę do Częstochowy.
Szeroko rozumiane zaangażowanie w życie społeczne wchodziło w naturalnie pojęty etos stanu ziemiańskiego. Służba publiczna była nie tylko czymś oczywistym ale i obowiązkiem od którego obywatel ziemski żadna miarą nie mógł się uchylić. Historycznie rzecz ujmując było to continuum dominującej przez wieki roli stanu szlacheckiego, który wszak od wieków wydawał ze swoich szeregów główne postaci polskiego życia publicznego. Emil Bukowski od 1870 r. był najpierw ławnikiem, a następnie wybrany był sędzią gminnym przez 10 lat w Skalbmierzu. Trzy razy tygodniowo musiał przebywać w sądzie. Uważał swoją działalność publiczną za obywatelski obowiązek pisząc w pamiętniku: “Kości mnóstwo natłukłem ale od tego nikt usuwać się nie powinien – kto tylko może ten obowiązek pełnić”. W 1893 został mianowany delegatem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Jako delegat tej organizacji szacował majątek Pińczów o obszarze 2 tys. mórg oraz majątek w Chruścicach. Przy okazji Emil Bukowski powtarza plotki o właścicielach: “szlachcic zawadyaka ożeniony z panną Byszewską, ona elegantka, podobno ojcu (teściowi) zbankrutowanemu zapłacił za córkę...”
Jako sędzia Emil Bukowski zasiadał w sądzie w Miechowie na zjazdach, gdzie rozstrzygano sprawy w drodze apelacji sądów gminnych i mirowych. Sądy te działały pod przewodnictwem Rosjan, obradowały cały dzień. Bukowskiemu niezbyt się to podobało, ponieważ słabo znał język rosyjski. Raziły go też panujące wśród urzędników zwyczaje: sądzi się sprawy cały dzień – wieczorem nudy w hotelu albo czasem obiad u prezesa, ale wszystko po rusku i inne zwyczaje, tak jakby to było w głębi Rosyi.” W 1896 roku Emil Bukowski w wyniku intrygi przestał być sędzią. Oskarżono jego pisarza o branie łapówek.